::::::dreszcze zygzakami idą przez nasze ciała, siedzimy na kamiennej ławce. Jesteśmy parą żywcem wziętą z pasterskiej eklogi. Jest parno, co godzinę przechodzą gwałtowne ulewy, wstajemy z miejsca, idziemy w głąb coraz
ciemniejszego lasu. Przyjeżdżasz w niedzielę. Koło 11 czekam, wysiadasz z podmiejskiej kolejki i biegniesz wzdłuż peronu.
(ONA jest) Piaszczysta ścieżka pomiędzy domami obłąkanych. "Gazety Wyborcze" z całego tygodnia grubymi warstwami układam na ławce, przed nami całe życie, całe 7 godzin, nie da się całego
życia spędzić na gołym kamieniu... Jesteśmy sami, absolutnie sami. Więc można powiedzieć: trwa lato życia, trwa jedyny sezon, w którym spełniają się najskrytsze zamiary. Idziemy w głąb ciemnego lasu, mijają nas schizofrenicy i samobójcy, kończy się ścieżka, niebo ciemnieje, idziemy po pas w mokrych zaroślach, obejmujemy się , jak nikt się nigdy na ziemi nie obejmował. (...)uczę się przy niej wolności, moje serce uczy się bić, oddycham(...)
Nie boi się,że tu, gdzie się bez pamięci obejmujemy , zjawi się nagle nieobliczalny obłąkany zmarły albo że ktoś nas wytropi.
-Kocham ciebie, ale tego nie planowałam-powiedziałaś i podniosłaś wzrok ponad i wyżej jeszcze ponad las i rozdygotane powietrze.
- A co planowałaś?
-Miałam zamiar sprawdzić twoje bezwiednie zachwalane umiejętności.
-Po sprawdzeniu?
-Po sprawdzeniu miałam zamiar ciebie zwolnić
-Mówisz moim językiem.
-Nie, ty mówisz moim językiem.
-Kto w takim razie teraz mówi: ty czy ja?
-My, my mówimy. Nigdy bym nie pomyślała że liczba mnoga może podniecać.
-Ja też nie planowałem tej miłości, szczerze mówiąc, miałem zamiar... wszystko jedno zresztą, jaki miałem zamiar.
-Nie tylko mówisz moim językiem, ale zamiary też masz identyczne.
-Teraz mam poważne zamiary, ale wcześniej obawiałem się, bałem się.
-Czego się bałeś?
-Przypuszczałem, w gruncie rzeczy byłem pewien,że się we mnie zakochasz i że znowu będę się oddawał mozolnym i przykrym rytuałom odgadywania.
-To ja byłam pewna,że ty się zakochasz i że znowu będę miała rytualne kłopoty.
- Miałem ciebie za pochopną panienkę.
- Miałam ciebie za lekkomyślnego uwodziciela. Szczerze mówiąc, miałam ciebie za zupełnego skurwysyna bez duszy. I w słabym, bo w słabym , ale jednak w poczuciu babskiej solidarności może nawet chciałam cię ukarać.
(...) Moją głowę i moje serce wypełniło intensywne uczucie, o którym nie wiedziałam, że może się zdarzyć. Jeśli miłość jest wszystkim, co istnieje, jak nazwać nasze nadistnienie?
Pod wieczór na werandzie z rozległym widokiem będziemy pić herbatę. Nasze dusze nigdy stąd nie odejdą i nigdy tu nie usną. :::::::
Jerzy Pilch " Pod Mocnym Aniołem"
Fudi czytała... lat temu o dawno... jak tylko ogłosili, że zdobyło to cudo NIKE... KOCHAM, a raczej wciąż jestem szaleńczo zakochana, niespokojnie i młodzieńczo. Natali dzięki za jeden z najlepszych fragmentów :*
OdpowiedzUsuń