niedziela, 17 kwietnia 2011
radość.
"Zapytałem kilka zaprzyjaźnionych osób o to, co sprawia im radość. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziały na to pytanie tylko kobiety. Mężczyźni odpowiadali dość zgodnie „czy ja wiem…”. Odpowiedzi kobiet były na tyle interesujące i skłaniające do refleksji, że postanowiłem się nimi podzielić.
Dla pierwszej źródłem radości są opowieści. Dla ludzi parających się słowem, opowieści są najlepszym pokarmem, a może tylko najlepszym surowcem na pokarm. Można z nich bowiem tworzyć wiele nowych opowieści. Można je zmieniać, ubarwiać, łączyć ze sobą w nowe całości. Z opowieści można tworzyć wiele nowych opowieści. Nie ma to końca. A jeśli ma, to nie można go przewidzieć. Alessandro Baricco zapewnia nas, że „Nie jesteś naprawdę skończony, póki masz w zanadrzu jakąś dobrą historię i kogoś, komu możesz ją opowiedzieć”.
Druga odpowiedziała, że radość dają jej podróże. Rzeczywiście podróżuje ona bez przerwy. Była wszędzie tam, gdzie warto być i gdzie sam chciałbym być, ale pewnie już nie zdążę. Jej podróże nie są drogą stąd tam. Podróż, to podróż – mówiła mi. Ciągle trwa. Bo prawdziwa podróż to nie droga z miejsca do miejsca. Prawdziwa podróż jest jak prawdziwa opowieść – nigdy się nie kończy. I tak jak z opowieściami – jedni zaczynają, inni kontynuują i będą to robić (jak wielka sztafeta) przez wieki, tak samo z podróżami: zawsze ktoś jest w podróży. Nieważne, że ciągle ktoś inny – podróż tak czy inaczej jest nasza, wspólna. Końca podróży też przewidzieć nie można. Ryszard Kapuściński pisze jasno: „chciałem tylko przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo dla mnie ważny był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentalny akt przekroczenia granicy”.
Trzecia zapytana o to, co daje jej radość, odpowiedziała, że spotkania. Spotkania to ludzie. Spotkania to zawsze niespodzianka. Nikt przecież nie powie, że spotkał się z kimś, z kim nieustannie spędza czas, albo że spotkał kogoś, kogo widzi codziennie z nawyku, rutyny, roli czy obowiązku. Spotkanie jest zawsze podróżą w nieznane, a podróż w nieznane niesie opowieści. Wiedzą o tym ci, którzy ruszyli w podróż ku innym. Wiedzą ci, którzy przystanęli z innymi, a szczególnie ci, którzy innych zaprosili do swego domu lub byli zaproszeni do ich domów. „Jesteśmy jedni dla drugich pielgrzymami, którzy różnymi drogami zdążają w trudzie na wspólne spotkanie”, pisał Antoine de Saint-Exupéry.
Dla czwartej wreszcie istotą radości jest miłość. Ale nie bycie darzonym miłością (znając autorkę, mam tu pewne wątpliwości), ile raczej przeżywanie miłości do kogoś. Doświadczanie stanu zakochania. Przeżywanie tego niezwykłego uniesienia, tajemniczych proroctw, poczucia nieodpartości. Odnajdywanie w sobie poczucia niepowtarzalności tego, co jednak się powtarza i co – jak zauważył Amos Oz – zmienia świat: „W noce naszej miłości czasem się zapominałem, chwilami kierowała mną jakaś pierwotna dysząca istota. Miłość się skończyła, wróciłem do siebie. Wróciłem i nic nie znalazłem. Słone pustkowie. Bezwodne martwe równiny. Kilka tęsknot rozproszonych jak cierniste krzewy”.
Istotą wszelkiej radości jest tajemnica. Jak wtedy, kiedy w gęstym lesie leżymy na młodym mchu i patrzymy między koronami drzew w sam środek wszechświata."
Rzeczy Pierwsze/Wiesław Łukaszewski" Charaktery"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
mnie nie pytała :(
OdpowiedzUsuńto piszu śmiało:)
OdpowiedzUsuń