niedziela, 26 grudnia 2010


odwilż


Wystarczy tylko zrobić krok do tyłu i już
wszystko staje się całkowicie jasne. Teraz
można pozostawać w cieniu i obejrzeć to
nie będąc widzianym, spoglądać na resztkę

sinego śniegu, wodę przeciskającą się przez
lód. Jedyną pozostałością jest tylko pamiętliwa
wilgoć i można się rozkleić, odkleić od siebie,
przylgnąć do śliskiego muru. Jednak musi być

przecież coś pod naskórkiem powietrza, nie
wiem – metaliczny krwiobieg deszczu, czy
mimowolny skurcz wiatru, zatrzaskującego
z hukiem drzwi wejściowe. Coś. W kolejności

zapalających się świateł chciałbym zobaczyć
jakiś znak, ułomny język, którym będziemy
od tej pory do siebie mówić. Krople na szybie
ułożą się w niewyraźny napis, właściwie nic.


maciej robert.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz